Skiplinki

Social person, czyli jak dobrze musisz znać Klienta w social media?

O tym, że social media zmieniają marketing, wiemy wszyscy. Nie zawsze znajdujemy jednak czas, żeby pomyśleć nad tym, jak głęboka jest ta zmiana. I na ile cała praca wykonywana tradycyjnie przez agencje i działy marketingu jest właściwie potrzebna.

Dwa podejścia

Gdy planujemy kampanię w social media, zderzają się dwa podejścia. Z jednej strony siedzi strateg, który stara się wczuć w położenie docelowego odbiorcy, określić kim jest, co czyta, w co się ubiera, czego słucha i co je. Z drugiej – siada taki dział performance, wzrusza ramionami i mówi: i tak puścimy kampanię na broad audience i będzie OK.

No to kto ma rację?

Miłośnicy person

No dobra. Wczuwamy się w Klienta. Mężczyzna. Lat trzydzieści pięć. Nie, lepiej trzydzieści trzy. Żonaty. A może nie żonaty, ale na pewno w związku. Z dzieckiem. Może z dwójką? Tak, z dwójką. Chłopiec i dziewczynka.

Nasz mężczyzna… Kamil. Niech będzie Kamil. A może Piotr? Dobra, Piotr. Piotr pracuje w IT, jako specjalista. Zarobki powyżej średniej. Mieszka w dużym mieście. Do pracy jeździ… nie, w sumie nie jeździ, bo pewnie pracuje zdalnie. No ale ma samochód. Volvo. Nie, Volvo nie. Nissana, o! SUV-a. Ale raczej używanego.

Co nosi? Koszulę w kratę. I dżinsy. Gra w FIFĘ, chociaż piłki nie lubi. Ma Multisporta, ale raczej nie korzysta. Je… ogląda… czyta….

Można tak bez końca. Tylko… po co?

Broadowi anarchiści

Broad audience. Ustaw. Opublikuj.

Czy warto?

Algorytmy mediów społecznościowych się zmieniają. I są coraz inteligentniejsze… no dobrze, jeśli razi nas to stwierdzenie, możemy ująć to inaczej: są coraz skuteczniejsze. Zwłaszcza wtedy, gdy stawiamy cele sprzedażowe i gdy grupa potencjalnych odbiorców jest szeroka. Jeśli mamy katalog tysiąca produktów i docieramy ze sprzedażą do dwóch milionów odbiorców, to szansa, że będziemy mądrzejsi niż Facebook i lepiej określimy grupę odbiorców, jest naprawdę niewielka. Zatem – czy warto poświęcać długie godziny na wymyślanie, czy nasz odbiorca jeździ rowerem czy też hulajnogą albo czy woli wakacje w Grecji czy jednak na Bałtykiem?

Testuj. Nie wymyślaj

Nie musisz wiedzieć o swoim Kliencie wszystkiego. Zastanów się, czy w kontekście tego, co oferujesz, ważne jest to, jaką Twój Klient nosi koszulę albo z czym lubi jadać kanapki. Wbrew temu, co czasem usłyszysz, ma to znaczenie stosunkowo niewielkie.

Z drugiej strony – możliwość zwizualizowania Klienta, jego stylu życia i potrzeb, pozwala tworzyć takie obrazki, na których Klient łatwiej się odnajdzie. Persona jest tym, co umożliwia Ci przygotowanie przekazu, który przemówi do odbiorcy. Pamiętaj jednak, że persona nie jest niezmienną wytyczną, do której musisz dostosować cały przekaz marketingowy. Wręcz przeciwnie. Persona jest… eksperymentem. Sposobem podania, który może ulec modyfikacji. Kiedy? Wtedy, kiedy testy wykażą taką konieczność.

Jeśli masz kilka wizji na temat tego, kim jest Twój Klient – sprawdź je. Opublikuj, zainwestuj podobny budżet, ustaw podobne targetowanie i zobacz efekty.

Content is the king

Żaden marketingowy mózg nie przewidzi lepiej od algorytmów, kto z większym prawdopodobieństwem kupi Twoje produkty. Dlatego nie warto poświęcać czasu na niekończące się analizy tego, kim jest Twój Klient i jakie ma upodobania. Zamiast tego warto poświęcić czas i energię na szykowanie contentu, który przebije się w gąszczu informacji. Bo w dobie zautomatyzowanych kampanii, gdy poszukiwanie Klientów oddajemy sztucznej inteligencji, tym, na co możemy – i ze wszech miar powinniśmy – mieć wpływ, jest właśnie dostarczany content. Taki, które przekona Klienta i pozwoli zoptymalizować koszty kampanii. Nie dzięki niekończącym się dywagacją, nie dzięki wymyślnemu, zawężanemu targetowaniu, a po prostu dobrej treści.

Ciekawi Cię ten temat? Porozmawiajmy!

Lech Guzowski BiggerB Agencja

Lech Guzowski
Managing Partner 

lguzowski@biggerb.pl